Informacje o prowincji

Gyakuen to wspaniała, duża wyspa, znajdująca się na wchód od Airando. Jej mieszkańcy to zaradni, mili ludzie, którzy bezpowrotnie poświęcili się hodowli i połowom ryb. Ich życie toczyło się tu jednym, spokojnym i umiarkowanym rytmem, przynajmniej do czasu. Jak wiadomo jedną z cech charakterystycznych wyspy są stare kompleksy świątynne znajdujące się w różnych, często dziwnych, miejscach. Miejscowi zbytnio się nimi nie przejmowali, ot, po prostu sobie były. Jednak dla uczonych stanowiły one niemałą zagadkę. Wielu z nich ciągle pluło sobie w brodę zastanawiając się skąd one wzięły się na wyspie. Nic nie wiedziano na ich temat. Jeden z najlepszych uczonych, Shigisaki Morume, postanowił to zmienić. Używając swoich kontaktów zebrał grupę żądnych wiedzy ludzi, którzy mieli zostać członkami ekspedycji badającej tajemnice świątyń Gyakuen. Jego plan doszedł do skutku i już po paru miesiącach wyprawa dotarła do wyspy. Nie świadomi zagrożenia uczeni zagłębili się w jedną z świątyń i z ponad 60 osobowej grupy nikt nie dał znaku życia. Kilka dni po ekspedycji wyspę zaczęły nawiedzać pierwsze wstrząsy. Sielankowe życie mieszkańców Gyakuen zmieniło się w piekło. Trzęsienia ziemi spłoszyły wszystkie gatunki ryb znajdujące się w pobliżu. Biedni rybacy musieli wypływać w długie rejsy, by udało im się cokolwiek złapać. Wysokie fale tsunami niszczyły nadmorskie porty, zmuszając ludzi do ucieczki wgłąb lądu. Tam niestety wstrząsy były jeszcze silniejsze. Po jakiś dwóch miesiącach gehenny z jednej ze świątyń wyszedł zaginiony uczestnik ekspedycji. Bredził on o jakimś potworze i o tym, że Shigisaki zwariował, gdyż naruszył pieczęć, z którą owy stwór był związany. Parę dni po jego znalezieniu człowiek ten rzucił się w morskie fale, zabierając tym samym ze sobą tajemnicę o potworze. Z dnia na dzień wstrząsy przestały się pojawiać. Ludzie odetchnęli z ulgą, sądząc, że to koniec ich udręki. Niedoczekanie... Okazało się, że Shigisaki żyje. Wrócił on na powierzchnię, by jak to sam określił "nawracać ludzi". Rybacy wyśmieli go, uważając, że zwariował. Była to po części prawda, lecz umysł Shigisakiego nie był szalony tylko opętany przez siłę, której natura jest mroczna niczym najciemniejsza morska toń. Młody uczony zapowiedział, że zniszczy Gyakuen używając "Boskiej Mocy", którą ponoć miał zamiar wyzwolić, by świat ujrzał potęgę jedynego władcy i nawrócił się na nową religię. Po paru dniach Shigisaki udał się do kolejnej świątyni. Wyspę znów zaczęły nękać trzęsienia ziemi, potężniejsze niż wcześniej. Rybacy uświadomili sobie, że świątynie mają związek z ową "Boską Mocą" i jeśli Shigisakiemu uda się dotrzeć do każdej z nich uwolni coś nad czym nie ma kontroli. Zarządzono patrole wokół pozostałych kompleksów. Ludzie mieli dzień i noc czuwać nad bezpieczeństwem wyspy. Gdy opętany uczony spostrzegł, że nie zdoła się dostać do świątyń, udał się na wysoki morski klif i korzystając z nowych, mrocznych mocy, przyzwał z dna morza rasę rekinopodobnych potworów, które miały mu to umożliwić. Stwory zaatakowały rybaków, lecz nie udało im się ich pokonać. Obie strony poniosły ciężkie straty, lecz nie zaprzestano walk. Zdesperowani mieszkańcy postanowili oddać całe swoje oszczędności pewnemu ninja, który w zamian miał zabić Shisakiego. Tak też się stało. Podczas jednej z najjaśniejszych nocy rozegrała się najważniejsza bitwa w dziejach prowincji Gyakuen. Po długiej i bardzo efektownej walce naukowiec poniósł śmierć, a ninja ledwo uszedł z życiem z walki. Mógłby jednak cieszyć się z ogromnej nagrody, którą uzyskał od mieszkańców. Za to oni uzyskali coś czego od bardzo dawna pragnęli. Był to upragniony spokój. Nie musieli się już martwić o kolejne falę i swoje życie.



Opis stworzony przez Gamatta

Powrót do "Gyakuen"